12 lutego 2026

Jak powstaje moja muzyka i dlaczego nie używam AI?

Po wydaniu dwóch płyt nadszedł czas na refleksje. Dlaczego piszę ten tekst wyjaśnię na samym końcu. Właśnie pracuję nad nowym utworem i postanowiłem opisać etapy, które można nazwać procesem twórczym.

Na gitarze gram codziennie – jeżeli jest to tylko możliwe ze względów zawodowych i rodzinnych. Zwykle są to około 2 godziny dziennie. Ten czas wypełniają głównie dwie rzeczy. Jedną z nich jest „rozgrzewka” i ćwiczenia koordynacyjne z metronomem lub z wykonawcami, którzy prowadzą kursy online. Staram się wybierać ćwiczenia poza strefą komfortu. Kolejnym etapem jest granie i śpiewanie wszystkich utworów, które już wydałem – chcę być przygotowany do koncertów i grać wszystko na „autopilocie”. Dodam, że poza samym zagraniem utworu muszę panować nad zmianami brzmień trzech syntezatorów, dwóch multiefektów i harmonizera. Wreszcie nadchodzi czas na improwizację i szukanie ciekawych brzmień. Kiedy znajdę intrygujące akordy i rysuje się początek melodii nadchodzi ten moment – można to opisać zdaniem, że przeszedł prąd po j…. Wtedy nadlatuje muza i nadchodzi inspiracja. Sprawdzam pomysł na różnych gitarach – struny metalowe czy nylonowe? Szukam też tła syntezatorowego i zwykle po kilku dniach prób znajduję brzmienie, które już zostanie.

Utwór, o którym wspomniałem na wstępie jest rodzajem preludium typu samodzielnej miniatury, które gram na gitarze z nylonowymi strunami. Podobne znajdziecie na moich płytach. Utwór dostał już tytuł, który ma oddawać nastrój – „Reflecting Mirrors”. Najważniejszy jest rytm i puls. Prawa ręka szuka rozwiązań. Tu muzyka po raz pierwszy spotyka się z matematyką. Metronom bezlitośnie potwierdza czy dany rytm się sprawdza. Po wielu próbach wreszcie znajduję – w tym utworze będzie rytm 13/8, który liczę 7/8 + 6/8.

Kiedy jest już ustalony rytm i tonacja przychodzi czas na melikę i samą melodię. Palce błądzą po gryfie, w głowie rodzi się polifonia i czekam na momenty kiedy przejdzie prąd po j.… Kiedy fragment się klei zapisuję go w nutach i tabulaturze – ciekawe i najlepsze pomysły najłatwiej się zapomina. Następują wielokrotne powtórzenia, zmiany pojedynczych nut w akordach, aż znowu przejdzie prąd po j…. I wreszcie po wielu zmianach, nie zawsze zgodnych z zasadami nauczanej harmonii, mam gotową całość. Nie zmieniam już nut, bo wiem, że wszystko pasuje – przynajmniej tak mi się wydaje. Utwór jest wymyślony i zapisany. Ten krótki akapit streszcza czas, który trwał w tym przypadku ponad 4 tygodnie. Wystarczy jeszcze nauczyć się płynnie grać karkołomne ewolucje na gryfie, które w końcu sam wymyśliłem. Kiedy brakuje czasu, ćwiczenie setu koncertowego schodzi na drugi plan. Jednak najczęściej jest tak, że gram set – jak zwykle utwory po kolei, a między nimi powtarzam ten nowy.

Mijają kolejne tygodnie i wreszcie gram swoją własną kompozycję całkiem nieźle. Dobrze brzmi na żywo, słyszę w muzyce moją duszę, ale niestety takie wykonanie jeszcze nie nadaje się do nagrania. Czasem zabrzęczy struna, czasem jest nieczysto, a na płycie musi być prawie idealnie. Jestem właśnie na tym etapie. Teraz opiszę co mnie czeka – wiem to bardzo dobrze po nagraniu dwóch płyt.

Przyjdzie moment nagrywania. Powstanie nowy folder, ustawię parametry w DAW i skonfiguruję instrumenty. Zwykle nagrywam jednocześnie kilka ścieżek – gitara z multiefektów i tła syntezatorowe. Wtedy zaczyna się jazda. Streszczę ten etap końcowym momentem opróżniania kosza na pulpicie komputera.  Lubię porządek, więc na bieżąco sprzątam folder z nagraniami i wyrzucam te, których nie akceptuję. W koszu gromadzą się pliki ze wszystkimi nieudanymi podejściami do nagrywania. Zwykle plików jest tyle, ile rozpoczętych prób nagrania czyli kilkaset.

I w końcu powstaną ścieżki, które spełnią moje wymagania. Zrobię wstępny rough mix i całość zostanie wysłana do ostatecznego miksu i wreszcie masteringu. Po wielu przesłuchaniach i naradach ze wspaniałymi ludźmi, którzy słyszą więcej, powstanie nowy utwór. Usłyszę nim własną „duszę”, bo już czuję emocje i mam nadzieję, że nadarzy się okazja, że poczuje je ktoś inny. Zwykle to wszystko zajmuje kilka miesięcy. W głowie już jest pomysł na teledysk, ale to opowieść na zupełnie inną okazję. Nawet nie wspominam o zebraniu materiału na całą płytę, o pracy nad szatą graficzną, a potem zadaniami producenta związanymi z wydaniem płyty.

Nieco inaczej ma się nagrywanie rozbudowanych utworów, w których muszę zagrać z gryfu lub zaprogramować dźwięki perkusji, zagrać ambientowe, wielowarstwowe tła, a na koniec wymyślić i nagrać solo gitarowe i partie wokalne. Nie muszę dodawać, że to również wymaga czasu i poświęcenia.

Rozpoczynając ten tekst obiecałem, że wyjaśnię co skłoniło mnie do jego napisania. W serwisach streamingowych i na YouTube jak grzyby po deszczu pojawiają się utwory generowane przez sztuczną inteligencję. Kilka kliknięć, godzina pracy i mamy gotowy utwór z lepszym lub gorszym tekstem. Takie utwory zwykle brzmią przewidywalnie i poprawnie. Natomiast wykonanie, aranżacje i miks są zawsze perfekcyjne. Ostatnio z niedowierzaniem przyglądam się jednemu z kanałów, który proponuje covery utworów zagranych przez gigantów i dinozaurów rocka. Wreszcie mamy polskie teksty przepięknych utworów, które były kamieniami milowymi w czasie ich powstawania – zwykle kilkadziesiąt lat temu. Są dni, kiedy opublikowane zostają dwa lub trzy utwory, a w ciągu dwóch miesięcy znalazło się ich na tym kanale ponad 200! Zainteresowanie kanałem i setki dobrych komentarzy potwierdzają, że był to strzał w dziesiątkę. Charakter i przekaz utworów oryginalnych są zwykle zachowane i rzeczywiście brzmi to ciekawie, ale po przesłuchaniu kliku kawałków, zwykle jednakowo. I niestety ani razu nie przeszedł mi prąd po j….. W końcu w jaki sposób AI może zinterpretować np. solo gitarowe, które wymyślili i zagrali po swojemu David Gilmour, Robert Fripp, David Coverdale czy Mark Knopfler?

W dzisiejszej dobie i niepewnych czasach, w których przyszło nam żyć na tej Planecie traktuję mój sposób tworzenia jako pewnego rodzaju misję pokazującą kunszt człowieka i prawdziwe emocje. Nie liczę przy tym na oklaski. Moją muzykę zawsze znajdziecie na płytach CD i oczywiście winylowych. Aby zakończyć optymistycznym akcentem zadam pytanie – kto jeszcze ma sprzęt żeby je odtworzyć?

Mr Knee

Folow us

Kontakt

Obsługa klienta

Menu

Bezpieczne płatności z:

Preferowana wysyłka:

mailtkleczko@gmail.com

+48 502033775

A website created in the WebWave builder.